Kiedy siedzisz i cieszysz się szczęściem jakie daje Tobie przyjaciel nie myślisz o żadnych innych sprawach, o żadnych problemach, smutkach i tym co było zawsze źle. Lecz jeśli ta właśnie kolorowa, piękna przyjaźń jaką miałeś prawo doznać się wypala, kończy, i dostajesz porządnego kopa w dupe, że dobija cię bardziej jakbyś stracił osobę z którą byłbyś 4 lata w związku to już nie jest ok. Sypie ci się grunt pod nogami jaki budowałeś za pomocą tej przyjaźni. Nagle życie traci sens bo zaczynasz znów wierzyć, że nie warto a inni to wykorzystają i dasz im kolejny powód do śmiechów, które wcześniej byś olał lecz teraz? Teraz się tym przejmiesz, po raz kolejny zamkniesz się w sobie na długi okres czasu.
Znów uświadamiasz sobie, że jesteś skończonym nieudacznikiem masz chęć coś rozjebać, wyjść w czasie deszczu i nie wrócić. Zniknąć, zapomnieć o tym kim byłeś, co robiłeś i kogo znałeś. Popadasz w obłęd i osamotnienie, nie chcesz nikogo spotkać na drodze. To co było szczęściem już nie wróci, twe myśli, ten uśmiech, to spojrzenie ten czas gdy wiedziałeś, że ta osoba jest wyjątkowa...
Teraz siedzisz i zastanawiasz się co znów zjebałeś, co znów zrobiłeś nie tak! Czemu znów musisz cierpieć skoro było tak dobrze. Spoglądasz na stare zdjęcia, uśmiechasz się do nich poprzez płacz bo wiesz, że tamt chwila była wyjątkowa, każda sekunda w twoim życiu spędzona z tą osobą i nagle uświadamiasz sobie, że to już nie wróci. Koniec, Jebany The End!
,
Wiesz
co jest gorsze od kłótni, wyzwisk, tłuczonych talerzy i trzaskania
drzwiami? Obojętność. Milczenie wszystko pieprzy, niszczy każdego."